Przed udaniem się na film Sierociniec (reż. Juan Antonio Bayona, 2007) jak zwykle unikałem jego recenzji. Mam tak od czasów japońskiego Ringu, który sobie zaspoilowałem, czytając krótką notę w „Gazecie Wyborczej”. Do kina poszedłem z informacjami, że film ma wymiar katartyczny oraz że posiada morał. Brzmiało naiwnie, ciut nieprawdopodobnie. Nie obawiałem się głupawej „bajeczki z przesłaniem”, bo wiedziałem, że jest straszny i że markuje go Guillermo del Toro — scenarzysta i reżyser świetnego Labiryntu fauna.

Polecam recenzję autorstwa Huberta Spali w dziale filmowym Poltergeista. Uważam ją za bardzo zgrabnie napisaną i pokazująca najważniejsze aspekty filmu bez zdradzania fabuły. Tym, który nie widzieli Sierocińca, a mają nadzieję jeszcze go zobaczyć, proponuje poprzestać na tej recenzji. Ja pozwolę sobie na kilka spoilerów, gdyż chciałbym trochę szerzej skomentować dzieło Bayona.

Film opowiada historię Laury, która przeprowadza się z mężem i synkiem do starego domu, który kiedyś był sierocińcem, gdzie sama spędziła dzieciństwo. Teraz, mając pełną i szczęśliwą rodzinę, postanawia założyć rodzinny dom dziecka dla upośledzonych sierot i kontynuować chlubną historię miejsca. Niestety, nie wszystko jest tak, jak być powinno. Przede wszystkim syn bohaterki jest adoptowany, a w dodatku śmiertelnie chory, co rodzice skrzętnie przed nim ukrywają. Po drugie, sam dom napiętnowany jest mroczną historią, której echa powracają po latach.

Pewnego dnia po kłótni z mamą mały Simon znika. Zaczynają się trwające miesiącami poszukiwania, w trakcie których główna bohaterka doświadcza rzeczy, które zdają się być na granicy jawy i snu, przerażającej rzeczywistości i szaleństwa. Poznaje historię dzieci, które mieszkały niegdyś w sierocińcu. Dowiaduje się o małym Thomasie, synu jednej z pracownic, który miał zdeformowaną twarz. Matka wstydząc się jego wyglądu, kazała mu nosić na głowie worek–maskę i ukrywała go w domu. Pozostałe dzieci, które również były ułomne na rożne sposoby — niewidome, bez kończyn, głuche — wytykały Thomasa palcami, doprowadzając niezamierzenie do tragedii i śmierci chłopca. Dalsze konsekwencje były jeszcze bardziej dramatyczne.

Historia dzieci jest tłem dla wydarzeń z czasów głównej bohaterki. Musi ona przejść całą drogę przez przeszłość, aby odzyskać syna. Największą siłę oddziaływania ma niesamowite napięcie i budowanie nastroju lęku, a także świadoma gra najbardziej klasycznymi chwytami i motywami kina grozy: od dynamicznych ujęć, zbliżeń, wydłużonych perspektyw, poprzez narastająca muzykę zapowiadającą wydarzenia, aż po obrazy starego domostwa, opuszczonej latarni morskiej, skrzypiących ścian budynku czy zamaskowanego dziecka. należy jednak docenić także grę z baśniowością, która nie jest sugerowana wprost (jak w Labiryncie fauna) ale poprzez pojedyncze motywy: pakt z „duchami”, podjęcie gry, magiczne życzenie spełnione w typowy, „elfi” sposób.

Jednak to, co stanowi największą wartość filmu jest poza dialogiem z tradycją filmów grozy czy baśniowością. Sierociniec jest poniekąd krytyką samych horrorów, czy też sposobów myślenia o świecie, jakie są w nich prezentowane. Oto mamy sytuację: jest grupa dzieci, każde z nich inną „ułomnością”. Thomas o zdeformowanej twarzy mógłby być jednym z nich, tak samo inny, a więc tak samo normalny. Jednak uprzedzenia matki spowodowały, że został naznaczony. Głupi worek, symbol wstydu i niepogodzenia kobiety z jej losem, a nie jej faktycznej skazy u dziecka, zaistniał jako stygmat. To on stworzył Thomasa dziwakiem i pociągnął szereg tragicznych konsekwencji. Postawione zostaje pytanie o przyczynę tragedii. już w filmie zostało powiedziane, że dzieci były niewinne, nie rozumiały konsekwencji, jakie mogła mieć ich okrutna zabawa. Wskazanie na matkę pozostało w sferze niedopowiedzeń, ale jest niezwykle mocne i poruszające.

Renarracja motywu kozła ofiarnego, jaka została podjęta w Sierocińcu zasługuje na szczególną uwagę. Pod warstwą dreszczowca (grubą i przekonującą) snuta jest druga opowieść, krytykująca krzywdzące praktyki ludzi, głupie mechanizmy obronne przed niezrozumiałym, których opłakane konsekwencje ponoszą inni. Przejmująca jest scena, w której grupka sierot siada by posłuchać bajki. Wśród nich jest także mały Thomas, który zdjął z głowy hańbiącą maskę. Owszem, jego twarz nie jest ładna, ale jest on po prostu małym chłopcem słuchającym opowieści, a nie monstrum z opowieści grozy. Dzieci nie są potworami, to dorośli je takimi tworzą♠♠.

_____________
♠ Nota brzmiała mniej–więcej tak: „ple ple kaseta ple dziewczynka wychodzi ple. Ostatnich kilka minut jest prawdziwym wyścigiem z czasem”. Przez cały seans, dokładnie opisany w tych kilku zdaniach czekałem na wydarzenie przełomowy moment, który miał otworzyć tę zaskakująca część filmu. Niestety. Problem w tym, że to faktycznie było kilka ostatnich minut. A może nawet krócej. Bo to, czego oczekiwałem nigdy nie nastąpiło, sam wyścig z czasem był pokazywany pod napisami końcowymi. Takie rzeczy powinno się karać.
♠♠ Sierocniec można więc odczytać jako próbę rehabilitacji tych dziesiątków dziecięcych czupiradeł, które skolonizowały ogromną część horrorów, straszących ostatnio z ekranów kin.