theyellowbook blog

    Twój nowy blog

    „Krytyka artystyczna przechodzi kryzys” — to znamienite zdanie jest powtarzane z lubością przez akademików, artystów i samych krytyków. Zdanie to ma wiele wariacji, w miejsce „krytyki” można wstawić np. „kulturę”, „sztukę” czy „etykę”. Czasami dodaje się przymiotnik „polska”. Co ciekawe, jedne zajęcia akademickie poświęcone krytyce zostały mniej–więcej tak właśnie skonkludowane na ostatnim spotkaniu. Cały rok poznawania koncepcji, nurtów myślowych, perspektyw po to tylko, żeby wysadzić to w powietrze bombą „relatywizmu” i z bezmyślną mina machać nogami, siedząc na ostygłych zgliszczach.

    To dla mnie ciekawy ewenement, że całą refleksję, jaką ludzie wynoszą z postmodernizmu to beznadziejne utyskiwanie na upadek Wielkich Narracji, kategorii Prawdy, Piękna i Dobra. Ale jakoś umyka im fakt, że w mediach mamy hiperestetyzację, wciąż powstają teksty dobre i nęcące do snucia przemyśleń. Nie, kategorie upadły — jedyną alternatywą jest tkwienie w modernistycznych rojeniach o rzeczywistości. Dziwi mnie, że nikt nie pyta o to, jaka to kategoria prawdy, jakie piękno, itd. A sądzę, że w tym właśnie tkwi sedno sprawy.

    Moim zdaniem myślenie postmodernistyczne to przede wszystkim myślenie o świecie w kategoriach odpowiedzialności. W szerokim odbiorze dostrzega się przede wszystkim wątek zdejmowania odpowiedzialności, czyli tego, jak jesteśmy manipulowani przez media, władzę wzroku, cybernetykę przestrzeni wirtualnych (za takie uważam np. narracje witryn sklepowych, reklam i przeróżnych instalacji w supermarketach). Nie ma już piękna, jest moda, zamiast prawdy karmimy się opiniami i newsami, dobro to już li tylko skuteczność bądź dobrobyt (swoją drogą, ciekawa gra słów z „dobro–byt”).

    Mnie z kolei najbardziej interesuje drugie oblicze tego dyskursu. To, że w istocie jesteśmy zmuszani do brania odpowiedzialności za swoje wybory, gdyż nie jesteśmy już w stanie powołać się na jakąś wyższą instancję, uznany system, która by sankcjonowała nasze akcje. To wszystko „już upadło”, więc albo trzeba podjąć wysiłek „wytłumaczenia się”, albo można oddać się w ręce zarządców, którzy zaopiekują się zmysłami, opiniami i kontem bankowym. Wszak demokracja zapewnia prawo do zrezygnowania z wolności. Ale
    czy warto?

    Oczywiście postuluję pierwszą propozycję. Wiem, że jest trudniejsza, wymaga pogłębiania wiedzy i poszerzania horyzontów. Wymaga postawy aktywnej, gdyż wszystkie wyznawane przez siebie wartości cały czas trzeba negocjować ze światem, który stawia opór na drodze do samodoskonalenia się. To droga przez labirynt: optymistycznie zakłada się, że istnieje jakiś ukryty cel, ale w danym momencie jest się skazanym na błądzenie. Za towarzyszy ma się jedynie własną Intuicję, Rozum i Rozsądek, a związek z nimi nie zawsze jest łatwy i pozbawiony podejrzeń oraz zdrad. Ale tylko na tej drodze, w wiecznym mroku i bez jakiejkolwiek pewności można mieć swoje własne, wypracowane i dojrzałe kategorie rzeczywistości.

    P.S. Do środka labiryntu wchodzi się przez Śmierć. Wnioski są oczywiste.
    P.P.S. Ciemności nie są złe(m), to w nich można dostrzec Blask.

    Oryginalne The Yellow Books stanowiły drugi obieg kultury w dobie wiktoriańskiej. W społeczeństwie sztywno wyprostowanym w ciasnym gorsecie praw i nakazów, traktowane były jako wywrotowe, wywołujący rumieniec niebezpiecznego podniecenia u czytelnika. Nie mam tak anarchistycznych zamiarów, ale pragnę zachować to, co według mnie najistotniejsze: nowoczesne wyznaczanie własnych granic (i ponowoczesne bycie ponad nie), barokowa skłonność do przesady i dekadenckie  nurzanie się w estetyce.

    Ta wirtualna książka będzie miejscem, w którym będę przelewał myśli w tekst pisany — na własne zamówienie, z prywatną korektą i możliwością publicznej recenzji. Ty zaś, Czytelniku, jesteś moim czytelnikiem idealnym: z optymizmem zakładam Twoją dobrą wolę, chęć sympatycznej dyskusji oraz obycie podobne do mojego.

    Tematem moich przemyśleń będą sztuki wszelakie, wszak przyjęty przeze mnie wzór zobowiązuje. Fachowo zajmuję się sztuką, literaturą, filmem, komiksem oraz szeroko pojętymi tekstami kultury. Będę sobie wyciągał niektóre spośród nich i, przyjmując postawę krytyczną, odbędę intelektualne podróże. Dokąd mnie zawiodą? Tego jeszcze nie wiem, ale to navigare necesse est.


    • RSS