Zapach jest najbardziej zaniedbywanym ze zmysłów. Za pierwszorzędny kulturowo uważamy wzrok, potem słuch, jako te, które odbierają treści na duży dystans. Pozostałe trzy są „kontaktowe”, ale choć węch zbiera informacje z szerszego otoczenia, traktowany jest jako mniej ważny. Oczywiście, taki układ jest niezgodny z ludzką praktyką, gdzie to właśnie wrażenia, na których się nie skupiamy, odgrywają najistotniejszą rolę.

Każdemu zmysłowi prócz węchu przynależą całe „utwory”, zaadresowane właśnie do nich. Wzrok i słuch mają oczywiście wszystkie sztuki audio–wizualne. Dla smaku tworzy się uczty i rozmaite instytucje posiłków (i choć węch ma ogromny udział w smakowaniu, nikt by się nie zgodził na ograniczenie wytwornej kolacji do wąchania garnków). Nawet dotyk zyskał uznanie w postaci całych zakładów zaspokajania jego potrzeb w postaci saun, masażu, jacuzzi, basenów z biczami wodnymi, ciepłych źródeł. Chyba nie można tego porównać z używaniem perfum, odświeżaczy, czy nawet aromaterapią. A wizyty w perfumerii po piątej buteleczce stają się dla powonienia torturą.

Nie jest to jednak obowiązująca zasada, którą można tłumaczyć budową mózgu i hierarchizacją zmysłów. W mojej ukochanej, japońskiej epoce Heian funkcjonowała wspaniała sztuka komponowania zapachów. Wiele uwagi poświęcała temu XI–wieczna pisarka Murasaki Shikibu, zręczna portrecistka kultury dworskiej. Opisywała eleganckie spotkania, podczas których dworzanie wykonywali kadzidlane mieszanki pachnących składników, zakopywali je na długie miesiące, aby fermentowały w glebie, a w końcu prezentowali i porównywali swoje dzieła podczas uroczystej ceremonii. Oczywiście, Murasaki pochwaliła się, że jej kompozycja Czerń wygrała taki konkurs, zapisała nawet przepis na nią.

Ciekawe jest, że to właśnie wzrok wspiera działanie zapachu, opisuje go, proponuje ideową interpretację, stanowi synestezyjną metaforę. Jest to absolutnie oczywiste, kiedy wchodzi się do perfumerii, gdzie na półkach grają setki flakonów, skrystalizowanych snów najlepszych projektantów. W końcu nie jest możliwością powąchania wszystkich perfum, ba, już po kilku zapachach nos staje się obolałym, nieczynnym receptorem. Jako atraktory pozostają atrakcyjne, opisowe nazwy i piękne opakowania.

Tak się złożyło, że moje myśli podążyły tymi samymi drogami, co Murasaki, kiedy znalazłem zapach, który ostatnio podbił moje serce, czyli Black XS Paco Rabanne. Przyznaję, że „czerń” to fantastyczna metafora zapachu, która doskonale realizuje się w przypadku tych perfum. można je opisać synestezyjnie jako głębokie, mroczne, matowe. Pachną leśnymi owocami, mchem, magnetyzują. Ich dokładny skład to:
Nuty głowy: kalabryjska cytryna, owoc kalamanzi.
Nuty serca: praliny, cynamon, balsam tolu, czarny kardamon.
Baza: drewno palisandru, czarna ambra, paczula.
Kompozycję opisuje wzornictwo gotyckie: czerń z bielą, gotycki krój pisma oraz róża. Nie wiem, jak długo będzie moda na tego rodzaju design — dużo czerni i gotycka wstawka albo arabeskowa aplikacja — ale zapach jest ponadczasowy. Dziękuję Murasaki za podpowiedź, a Aliss za wspieranie mnie w pachnieniu!

_____________
♠ Biografia Murasaki Shikibu została odtworzona przez Lisę Dalby na podstawie oryginalnych zapisków japońskiej pisarki, jej poematów, a także innej zebranej dokumentacji. Por.: Lisa Dalby, Opowieści Murasaki, przeł. M. Krygier, Albatros, Warszawa 2003.