theyellowbook blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: poezja

    Ostatnio dużym zainteresowaniem cieszy się pisarstwo Jacka Dehnela, szczególnie po wydaniu nagrodzonej Paszportem Polityki 2006 powieści Lala. Zdania najczęściej polaryzują się na dwóch biegunach, albo są pełne zachwytu nad dehnelowskim językiem, jego sposobem narracji i trudnym tematem, którego się podjął, albo narzekają na zadęcie autora, pełną afektacji autokreację. Przeczytałem Lalę i poszerzyłem znajomość twórczości Dehnela o tomik poezji Brzytwa okamgnienia.

    Jak sam autor napisał na tyle okładki: „Lala to książka gadana, a zatem książka o wielu sprawach”. Zdanie to trafnie opisuje sposób narracji. Tematem autobiograficznej powieści jest snucie historii, które porywają ludzi, czasy, wykorzystują rzeczywistość jako grunt, na którym prowadzą swoje ulotne życie. Bohaterką jest babcia Dehnela, która na starość zaprzestała swojej najcenniejszej sztuki, opowiadania. On zaś jako narrator staje się spadkobiercą tego zwyczaju i przywołuje z pamięci rozmaite obrazy z dzieciństwa oraz zasłyszane anegdoty i łączy je w prawie cielesną tkan(in)(k)ę. Jedna osoba zaczyna prząść opowieść, która się toczy się na swoich prawach, powrót w narracji do planu rzeczywistego może odbyć się w innym czasie i miejscu, w rękach innego tkacza.

    Anegdoty dotyczą biografii babci, zarówno z czasów jej młodości, jak i okresu, którego Jacek Dehnel był już świadkiem. Utrzymane w tonie wspomnień o dawnej arystokracji, ukazują ciągłość korzeni autora, tradycji i świadomości pochodzenia. Wraz z opowieściami narrator buduje swój mit, wcielany w życie. Odebranie dobrego wykształcenia, zajmowanie się sztukami godnymi dobrze urodzonych, ogłada, piękne wysławianie się, wiedza na tematy rozmaite od doskonałej orientacji w savoir–vivre po znawstwo w dziedzinie roślin ogrodowych.

    Nie ma w tym nic dziwnego, Dehnel na co dzień stara się pokazać, że jest w istocie człowiekiem starej daty. Pojawia się pytanie, na ile jest to zachowanie autentyczne (co jest postulowane poprzez powieść), a na ile to poza, wypreparowana strategia zachowania, obliczona na kreację konkretnego wizerunku. Sądzę, że właśnie ten punkt rozważań jest źródłem krytyki Lali, a także niektórych wierszy z Brzytwy…. Przyjęcie takiego etosu opiera się na milczącym założeniu odróżnienia się od masy, plebsu. Zajmowanie się sprawami wysublimowanymi i godnymi, zakłada całe tło rzeczy pospolitych, którymi zajmują się ludzie nieskomplikowani.

    W tekście odbiorca nie został zdefiniowany jako przedstawiciel którejś z grup, ale biorąc pod uwagę typowego czytelnika, nie trudno poczuć się milcząco oskarżonym o bylejakość. Z drugiej strony czy Dehnel jest winien za kompleksy innych lub za rodzinę, w której się urodził? I dlaczego w ogóle rozważać jego ponadprzeciętną kulturę w kategoriach winy? Powodem może być afektacja, pobrzmiewająca w jego stylu pisania, która łatwo odczytać jako przechwalanie się i zadzieranie nosa. To już pozostaje kwestią indywidualnej lektury i konstrukcji psychicznej czytelnika.

    Samo snucie opowieści w tak gawędziarski sposób motywowane jest wychowaniem wśród kobiet. Znajduję tu analogię do Lubiewa Michała Witkowskiego, którą można również umotywować nieskrywanym homoseksualizmem obu pisarzy (choć w Brzytwie… Dehnel pisze o tym z dużą klasą i poetyckim wyczuciem). Tam, gdzie Witkowski paple, plotkuje, po ciotowsku szczebiocze o kolejnych zaliczanych lujach, tam Dehnel snuje „babskie” piętrowe opowieści o ludziach, ich historiach, gdzie jedna biografia rozwija się jak kłącze, kwitnie nową historią, która znów meandruje w nieprzewidzianym wcześniej kierunku. W jednym i drugim przypadku afektacja, przemożna i niedająca się poskromić regułami potrzeba narracji powodują to, że tekst jest cielesny i żywy. Obaj pisarze mają też w sobie tę Księżnę Udzielną (peruka, muszka, buteleczka trucizny i kochanek pod krynoliną), Witkowski się w nią wciela i ją odgrywa w licznych tekstowych przebierankach, Dehnel zaś powołuje ją swoim drzewem genealogicznym. Pierwszy z nich wprowadził do polskiej literatury głos przegiętej ciotki i zyskał akceptację, drugi pokazuje, jak można jeszcze inaczej pisać o doświadczeniach hetero–nie–normatywnych (choć niekoniecznie związanych z erotyką).

    Lala jest bardzo piękną biografią starej kobiety oraz pożegnaniem z nią i jej opowieściami. Jest też autobiografią, wobec której można mieć pewne zastrzeżenia — choć osobiście nie mam z nią problemów. Posiadanie wielu zalet, zapewnionych wychowaniem i wykształceniem to rzecz piękna (zapewniona przez innych), ale prawdziwym powodem do dumy są nasze osobiste dobre wybory. Jak to się prezentuje w tej książce zależy od indywidualnego odbioru.

    Inną sprawą jest Brzytwa okamgnienia, która jest tomem bardzo dojrzałych i intymnych wierszy. Po raz pierwszy czytałem tak piękne utwory o miłości mężczyzny do mężczyzny, bez tkliwości ani brutalnego agonu. Jednak najbardziej ujął mnie wiersz, który uważam za przeuroczy i błyskotliwy. Dedykuję go wszystkim, którzy przez nieuwagę zgubili sens życia.

    Przyjęcie

    Stoją za oknem strome ciemności,
    ciemność przychodzi do okien gości

    A za ciemnością idą zwierzęta,
    żaden bestiariusz ich nie spamięta.

    Za zwierzętami śmierć biała kroczy,
    śmierć sześcioskrzydła, na skrzydłach oczy.

    Stają u okien. Patrzą do środka.
    Bardzo się zmieni kto je napotka.

    W środku tłum, książki, meble i szklanki,
    czyli szkło, papier, drewno i tkanki.

    I śmierć, i bestia się rozpromienia,
    że się serwuje tyle jedzenia.

    Przez miłorzębu patrzą gałązki
    na nieświadome niczego kąski.

    Ty, jeśli czekasz jakichś morałów,
    nie czekaj dłużej. Czasu jest mało.

    Bądź dobry. Kochaj. Starzej się z wdziękiem.
    Zamki są słabe. Szyby są cienkie.

    _____________
    ♠ Jacek Dehnel, Lala, W.A.B., Warszawa 2007.
    Idem, Brzytwa okamgnienia, Biuro Literackie, Wrocław 2007.
    ♠ Michał Witkowski, Lubiewo, ha!art, Kraków 2005.

    Zasiadanie wśród jurorów w konkursie poetyckim to świetne doświadczenie. Z jednej strony jest wielkie wyzwanie stawienia czoła dojrzałej i trudnej poezji, z drugiej zaś spojrzenie na wskroś przez popularne tendencje współczesnej poezji. Dobre teksty są najczęściej bardzo zindywidualizowane i trudno dla nich szukać jednego wspólnego mianownika. Owszem, są pewne mody formalne: króluje wiersz biały, unika się znaków przestankowych, wielkich liter. Wersyfikacja jest albo dowolna albo, nie mając nic wspólnego z samą treścią, używa standardów wcześniejszych tradycji. Z kolei reszta bardziej typowych wierszy doskonale wpisuje się w pewne konkretne pejzaże, które zainspirowały mnie do powyjmowania i zaprezentowania najpopularniejszych motywów.

    Pomyślałem tez przez chwilę o „młodej poezji” czy tez „poezji młodych”, wszak tam również pojawia się wiele podobnych figur, zwłaszcza w rozemocjonowanych wierszach o mrocznych aniołach, gorzkich łzach, czarnych skrzydłach, beznadziei istnienia. Potem jednak doszedłem do wniosku, że napisanie słownika, tłumaczącego funkcjonowanie tych znaków jest bezcelowe, gdyż w większości przypadków są one kompletnie puste. Pewnego miłego wieczoru tego rodzaju twórczość MeADEA nazwała poezją stempla, czyli miksowaną ze standardowych kawałków (takie losowanie symboli i sklecanie ich w jeden emo–przekaz). I faktycznie, te wiersze nie odwołują się do zewnętrznych treści, tylko same stanowią sieć–kłącze, ich płytkie sensy aktualizują się względem siebie nawzajem. Tłumaczenie ich byłoby w zasadzie wyjaśnianiem idem per idem. Ciekawskich odsyłam do setek mrocznych blogów, płodzonych masowo przez młodzież.

    Wracając do poezji dojrzalszej (dojrzalszych?), oto jakie motywy królują w tym sezonie:

    antytezy — „jesteś, ale cię nie ma”, „jakby jakiś, ale jednak nie jakiś”. Tradycja kontynuowana od Jana Kochanowskiego „pełno nas, a jakby nikogo nie było”, ale we współczesnym wydaniu powstają dość wątpliwe estetycznie parafilozoficzne wersy, które można by wyciąć z korzyścią dla wiersza.

    biografia poety — a konkretniej, jego metryczka. Pojawiające się w autotematycznych lub warsztatowych utworach utyskiwanie, że największą popularnością cieszą pisarze, którzy już umarli. Pokutująca historia van Gogha jakoś przesłania fakt, że popularni są poeci utalentowani i nie należy doszukiwać się międzynarodowego, artystycznego spisku nieboszczyków.

    Bóg — czyli absolutna klasyka, choć rzadko pojawia się jako główny bohater. Najczęściej jest kozłem ofiarnym, odpowiedzialnym za nieszczęście, brak interwencji, najczęściej jest Bogiem gnostyckim. Stanowi bardzo trudny temat, z jednej strony najpopularniejszy Bóg zły lub niedoskonały w pewnym momencie staje się świadectwem, jak wielu poetów to ludzie małego ducha, a z drugiej ci, którzy go wychwalają, najczęściej uderzają w ton egzaltowanego kiczu.

    coś — „coś jest”, „coś się dzieje”, „wydarzyło się coś”, „coś kogoś naszło”. Poeta nie znalazł odpowiedniego słowa, więc postanowił być tajemniczy i jako trop pozostawić cosia. Freud ze swoim id miałby dużo na ten temat do powiedzenia.

    demony — podobnie jak Bóg, występują gościnnie, jako sprawcy złego, gdzieś przy puencie utworu. Od czasów Goyi bardzo wiele z nich się budzi, kiedy mózg jest w fazie REM. Jest ich dużo, są nieforemne i pewnie dlatego piszący nie do końca wiedzą, co z nimi robić, więc stają się mało podniecającą inkrustacją.

    komputer — oraz cała informatyczna metaforyka: świat jako wirtualna rzeczywistość, kontaktowanie się z nim jako interfejs, myśli jak pliki, pamięć — archiwum, kontestacja kultury — wylogowanie. Najczęściej pojawia się w wierszach krytykujących współczesność., brak umiejętności komunikowania się, traktowania multimediów jako protez ludzkiego ciała i umysłu. Tak jak świat poety ukazywany jest jako obcy technologiom, tak i technologie wyglądają dziwacznie w poezji, która zazwyczaj sobie z nimi nie radzi. A to dość dziwne, biorąc pod uwagę, jak istotne dla ludzi piszących stały się wirtualne społeczności. Być może precyzyjny język informatyki po prostu nie przystaje dla przełamującego zasady języka sztuki?

    magnolie — kwiat, którzy w dużej mierze wyparł róże z zajmowanego przez nie tradycyjnie miejsca. Resentyment po Stalowych Magnoliach. Z jednej strony symbolika się okroiła (nic nie zastąpi Róży Mistycznej), z drugiej strony to nawet dobrze, że kwiatowa symbolika banalizuje się w gatunku, który nie ma tak głębokich religijnych i historycznych konotacji.

    miłość — do znudzenia i w kółko, na wszystkie sposoby. Od wyzwań, poprzez wspomnienia, błagania, przechwałki aż po gorzkie wyrzuty. Czasami z klasą, częściej bez. Człowiek zakochany (szczęśliwie bądź beznadziejnie) ma potrzebę bezustannego powtarzania tego samego, ciągłego monologowania, przerabiania swoich wątpliwości i spostrzeżeń na wiele (a w istocie wciąż ten sam) sposobów. Niektórzy mają pod ręką kartkę i długopis oraz mylne pojęcia o byciu romantycznym.

    natchnienie — to taka rzecz, która czasami spływa, ale częściej nie — wtedy trzeba ją zakląć pisząc wiersz. Paradoks polega na tym, że apostrofy do natchnienia, czy zsyłającego je muz, powinny być go pozbawione. Częstokroć są. Bardzo często w parze idzie deklaracje chęci napisania wiersza, ubrania rozbieganych myśli w słowa. To nawet zabawne, kiedy po kilku utworach, zapowiadających trzęsienie ziemi i artystyczną eksplozję (które najczęściej wyczerpują inwencję twórczą), następuje jakiś smutny gniocik.

    pociągi — pozostaje dla mnie tajemnicą, dlaczego akurat pociąg, a nie samochód, metro, samolot, czy traktor, zasłużył na taką uwagę poetów. I nie chodzi tu o polską traumę, związaną z PKP, ale raczej o mit drogi. Z pociągiem łączy się przede wszystkim podróż, spotkanie i rozstanie z anonimowymi ludźmi, a także dworzec wraz z oczekiwaniem, odchodzeniem, powrotem. Do tego żadna sygnalizacja uliczna nie mruga tak wymownie jak semafory i znaki na torach.

    pościel — najczęściej w trakcie intensywnego używania, lub tuż po, nosząca różnorakie ślady swojej burzliwej historii. Pomięty obrus na ołtarzu namiętności, świadek składania ofiary i konsumpcji ciała. Nigdy nie wspomina się o tym, żeby była prana.

    potrawy wigilijne — najprawdopodobniej związane z czasem powstawania wierszy, ale wskazujące na ciekawą zmianę ról między zmysłami. Na pierwszy plan wychodzą te, które na co dzień uważane są za drugorzędne, czyli smak i zapach. Święta poetyckie nie kojarzą się z rodziną, choinką, odzianym w czerwień brzuchaczem, tylko tym specjalnym aromatem (mniejsza, że najczęściej kapuchy).

    pożegnanie — jeden z poważniejszych tematów, podejmowany przez ludzi, którzy utracili kogoś bliskiego. Trauma (ale jako konkretne, opisane precyzyjnie zjawisko psychologiczne, a nie popularne byle „silne przeżycie”) nakazuje powracać do swojego przedmiotu i mówić o nim i mówić i mówić… Wiersze o pożegnaniu często są poruszające i intymne, ale z drugiej strony monotonne bądź natrętnie wikłające w ciągle to samo wydarzenie — tak, że odbiorca w pewnym momencie czuje, że wbrew własnej przekracza granicę intymności autora.

    rozwarte usta — już jakiś czas temu moja Jeżyna wskazała mi na ten szlagier Harlequinów. Bohaterka patrząc na mężczyznę rozwiera usta, a w ciągu kolejnych pięciu stron następuje scena, wywołująca bordowe rumieńce na licach dobrze wychowanych panien. Wiersze przełamują ten niechlubny stereotyp, usta rozwierają się do delikatnych pocałunków, a ewentualny obraz poetycki może wywołać rumieniec zaledwie różowy. Nawet zwiększenie dozy romantyzmu nie zmieni faktu, że motyw ten odpowiada bezpośrednio rozwiniętemu pączkowi róży, otwartej małży z perłą i jeżowi łaskotanemu w pępek.

    rzeka — wydawałoby się, że skoro nie możemy do niej dwa razy wejść, to nie będzie można o niej dwa razy napisać. A jednak.

    seks — często łączy się ze wspomniana wcześniej → pościelą, ale niekoniecznie. Raczej bez dosłowności, odbiorcy poezji raczej nie potrzebują być informowani o nazwach rzeczowników. Akcent stawiany jest na sposób, który oscyluje między doskonałą harmonią i communio a dominacyjnym agonem.

    sztuka — przywoływana najczęściej w postaci nazwisk bądź tytułów dzieł. Podejrzewam, że w większości przypadków ma pokazać, jaka bardzo obytą w sztuce osoba jest autor. Oczywiście obycie łatwo jest stwierdzić, odnoszący się do ikon Nowosielskiego czy japonizmów Wyczółkowskiego różnią się nieco od zachwycających się Michałem Aniołem, Rafaelem i da Vincim. Przede wszystkim tomem podręcznika do polskiego, który szczególnie sobie upodobali. Niezmiennie nawiązania są impresyjne i płytkie, rzadko kiedy ktoś próbuje wejść w problematykę dzieła lub świat wyobraźni artysty. Triumf świecą „znani i lubiani” klasycy od renesansu (za co możemy być wdzięczni także amerykańskim pisarzom) po Młodą Polskę, a także Hieronimus Bosch i inni niezrozumiali (w szerokim odbiorze) manieryści, podatni na artystyczne manipulacje (wspominałem już od da Vincim?).

    śmierć autora — wspomniana przy → biografii poety, czyli początek jego prawdziwego sukcesu. Czasami wzbudza wątpliwości, co stanie się z całym dorobkiem pisarza, kiedy odejdzie? Czy słowa przeżyją go, czy sprawią, że będzie żył w pamięci i wyobraźni swych czytelników? Pytania te należałoby raczej kierować do rodziny oraz ewentualnych wydawców, rzucone czytelnikowi pachną troch szantażem emocjonalnym.

    trwanie — najbardziej egzystencjalna kategoria, w jaką poeta może ubrać jakości bycia w swoich utworach. „Trwanie” to takie zawieszenie głosu, przeniesienie na inny poziom popularnego sensu wielokropka („…”). Jeden z najsilniejszych i najbardziej poetyckich czasowników — z którego wyłażą szwy, widać przetarcia, aż chciałoby się zastąpić czymś innym, mniej wyświechtanym i bardziej znaczącym.

    żagiel — wielka zagadka poezji. Duże i ciemne, raczej płaskie przedmioty porównywane są właśnie do żagla. Czasami bliskim skojarzeniem jest „skrzydło”. Co ciekawe, użycie tego słowa najczęściej zupełnie pozbawione jest aspektu marynistycznego.


    • RSS