Jean–Paul Marat leży w wannie. Z martwej dłoni wysuwa mu się pióro, na którym powoli zasycha atrament. Obok, na ziemi leży nóż, jeszcze ciepły od świeżej krwi i śladu dłoni morderczyni, Charlotty Corday.

Jacques Louis David, Śmierć Marata, 1793 r.

Marat, wielokrotnie zmuszany do ukrywania i przedzierania się przez podmiejskie kanały, zapadł na chorobę skóry. Ulgę w związanych z nią cierpieniach przynosiło mu spoczywanie w wannie, wypełnionej wodą. Obraz Jacquesa Louisa Davida przedstawia mebel, wyściełany białym materiałem, na jego brzegach położono deskę pisarską, przykrytą suknem. Obok mały stolik, a na nim kałamarz, zapasowe pióro, porozrzucane fiszki z notatkami. Tak prezentuje się nietypowe biuro Marata, spędzając tu długie godziny nie próżnował. Oddawał się pisaniu, przyjmował gości (jako ostatnią wpuścił swoją zabójczynię), wszystko ku chwale Rewolucji i nowego porządku świata.

Pomijając aspekt chorobowy, pomysł na pisanie w wannie jest absolutnie genialny. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepsze i najbardziej zaskakujące pomysły rodzą się w dwóch łazienkowych okolicznościach: pod prysznicem i na sedesie.

Cóż, wyznanie brzmi odważnie, ale z drugiej strony różne łazienkowe „posiedzenia” często zamieniają się w instytucje. W toaletach nierzadko pojawiają się stojaki na prasę, półki z lekkimi lekturami, że o czytaniu w wannie nie wspomnę. Niemcy, jako naród obarczony największą skatologiczna mania, doprowadzili systemy oznaczania toalet do rangi rozwiniętej sztuki użytkowej. Wydarzenia pielęgnacji ciała, jego oczyszczania w rożnych aspektach, wydaje się całkowicie odintelektualizowane. Ot, seria rytualnych gestów, powtarzanych przez każdego (lub prawie każdego. To prawie w przypadku dużej części naszego społeczeństwa przynosi skutki katastrofalne). Wbrew pozorom takie wyłączenie rożnych kompetencji mózgu przenosi jego pracę w inne rejony. Kiedy w ogólnym odprężeniu wyłącza się powierzchniowy strumień myśli, uruchamia się ten głębszy, pomagający w przyswajaniu czytanych treści, bądź inspirujący do własnych przemyśleń. I już po chwili można lecieć przez mieszkanie, świecąc gołym ciałem, żeby jak najszybciej zapisać ulotna myśl, która nagle spłynęła w kaskadzie natchnienia.

Nie wiem, czy takie zjawisko jest powszechne, ale ja tak mam. I patrząc z tej perspektywy na historię, zauważyć można kilka miejsc kąpielowych i kloak, które odcisnęły się na kulturach świata:
— kąpiel Archimedesa, w trakcie której zobaczył wodę, przelewająca się przez brzegi wanny, w momencie gdy do niej wszedł, sformułował swoje Prawo.
— kąpiele Kleopatry w mleku ponoć zapewniały jej urodę. Co by się stało ze światem, gdyby nie uwiodła Marka Antoniusza?
— toalety publiczne w Imperium Romanum były miejscami spotkań i dyskusji o polityce (z krótkimi przerwami na plum). Czy gdyby nie zbiorowe posiedzenia w towarzystwie instrumentów dętych, mielibyśmy dziś demokrację?
— dygresja — może to Anaksymander wymyślił wierszyk:

Siedzę sobie na sedesie
I rozmyślam o bezkresie.

— w starożytnym Rzymie Cloaca Maxima odprowadzała z miasta głupie pomysły, a zostawiała sny o wielkości. Pewnie po latach używania zapchała się.
— kąpiel Chrystusa w wodach Jordanu w towarzystwie Jana Chrzciciela była momentem rozpoznania Jezusa jako Mesjasza. Woda potrafi więc otwierać oczy.
— Marcin Luter sformułował swoich 95 tez, siedząc na toalecie. Jego poważnym problemom z kiszką zawdzięczamy Reformację. Ciekawe, że kał jest symbolicznie powiązany z pieniędzmi (pecunia non olet to tylko jeden z tropów), a Luter występował m.in. przeciw odpustom. Pobudzający intelektualnie i duchowo aspekt sedesu jest niepodważalny.
— analogicznie do Rzymu, przeciwnicy demokracji to ci, którzy mieli problemy z wydalaniem. O ironio! Kiedy Mao Zedong odwiedził Stalina i został zaproszony na basen, ku przerażeniu Rosjan zdefekował sobie do wody. Często jednak miewał problemy z wypróżnianiem i jego żona musiała mu pomagać, wygrzebując co twardsze cząstki palcami. Ponoć inny geniusz komunizmu, Ho Chi Minh, miał fobię na punkcie wydalania. Zasiadłszy na nocniku okrywał się szczelnie kołdrą, żeby nie słyszeć i nie czuć najbardziej oczywistej z czynności cielesnych. Oto, do czego prowadzi negowanie wewnętrznej kupy.
— kąpiele (tudzież ich brak) Ludwika XIV. co by się stało, gdyby Dwór Słońca inaczej podchodził do higieny, gdyby uwierzył w wodę i mydło, a nie zapudrowanie, perfumowanie i odkruszanie? Być może jedna z przyczyn Rewolucji był smród wyperukowanych ciał, niosący się na Paryż od Wersalu? Może gdyby Rosja tamtych czasów miała inny wzorzec do naśladowania, jej dzieje też by się inaczej potoczyły?
— jedna z legend podaje, że caryca
Katarzyna II zginęła na sedesie — od wbudowanego weń
sprężynowego ostrza. Podobny los spotkał Henryka III Walezego, zadźganego w wygódce. Wychodek, zazwyczaj zagrażający jedynie
nosowi, czasem też oczom, okazuje się mieć potencjał królobójczy
i historycznie wywrotowy. Może gdyby jakaś niecna klapa wcześniej
przytrzasnęła Katarzynę, uniknęlibyśmy rozbiorów Polski?
Fontanna Marcela Duchampa (czyli sygnowany pisuar), to najsłynniejsze ready–made, kamień milowy oznaczający przełom w dziejach sztuki świata. Biała, porcelanowa muszla, „rzucona w twarz widowni”, spowodowała konieczność redefinicji pojęć sztuki, piękna, artysty. Według niektórych spowodowała kryzys — ale co spotyka ludzi mających problem z odchodem: patrz punkt wyżej.

Marcel Duchamp, Fontanna, 1917 r.

Patrząc na to wszystko można odnieść wrażenie, że w Japonii powstaje niezauważona kontr–kultura filozofów. Zapewne to otaczający ich mróz i rozleniwiająca, ciepła woda sprawiły, że jeszcze nie opanowali świata.

Japońskie makaki, siedzące w gorącym źródle w Nagano

Na koniec spotkanie obu łaziebnych żywiołów. Synteza opróżniania i obmywania: spłukiwanie. Zmazywanie znaków pisanych przez ciało na białej powierzchni. Zacieranie śladów tajemnic alchemicznego nigredo, objawionych przez wnętrze człowieka

Fluuuuszzzzzzzzzzzzzz!